Po burzliwym małżeństwie, Yandex chciał wziąć rozwód z linkami. Po rocznej separacji wyraźnie zmądrzał
agencja SEO Paq Studio

Opublikowano: 2017-10-13 przez: Patryk Zalaszewski

Po burzliwym małżeństwie, Yandex chciał wziąć rozwód z linkami. Po rocznej separacji wyraźnie zmądrzał

Linkbuilding

Yandex zapowiadał, że w 2014 roku linki przestaną mieć wpływ na pozycję strony w wyszukiwarce. Projekt dotyczył tylko stron komercyjnych i to w obrębie Moskwy, jednak w środowisku SEO wywołało to niemałe poruszenie. Na znaczeniu miał zyskać on-site oraz behawioralne czynniki, w szczególności poziom CTR’ów w wynikach organicznych, to czy odbiorcy znajdują interesujące ich informacje oraz wygląd wskaźnika czynnika odrzuceń. Przez kolejny rok robiono dobrą minę do złej gry. Po tym czasie Yandex nieco zliberalizował swoją politykę – linki okazały się niezbędne w budowie algorytmu, a SEO w Rosji ma się lepiej niż dobrze.

O co całe zamieszanie?

Temat dewaluacji linków na rzecz szeregu innych czynników, które wpływają na pozycję strony w wyszukiwarce nie jest w tematem nowym. Podchody do tego typu działań Yandex robił kilkukrotnie, jednak dopiero 5 grudnia 2013 roku, Aleksander Sadovskij (kierownik działu wyszukiwania Yandex) ogłosił na konferencji prasowej, że 2014 rok będzie przełomowy.

Plan był całkiem ambitny – chodziło w końcu o swego rodzaju zmianę w sposobie klasyfikacji stron w wynikach organicznych. O wiele istotniejsze miały stać się obserwacje zachowań użytkowników i ocenianie na ich podstawie wartości danych stron, a co za tym idzie – na pozycjonowanie ich w wyszukiwarce. Aleksander Sadovskij deklarował, że rezygnacja z podstawowego czynnika rankingu, na którym opierały się całe SERP’y, odbędzie się przy zachowaniu jakości wyników wyszukiwania.

Przeszkoda nie do pokonania

Dlaczego Yandex nie zrezygnował z linku jako klasyfikatora? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musimy zrobić sobie krótką wycieczkę w przeszłość. Konkretnie do początków internetu w formie, w której znamy go dzisiaj. Oficjalny zakaz używania internetu w celach komercyjnych zniesiono w 1991 roku. I niezmiennie od tamtej pory hiperłącza są podstawą, dzięki której poruszamy się po sieci WWW. Trudno wyobrazić sobie świadome poruszanie się po internecie bez użycia linków. Ich funkcję można śmiało porównać do autostrady, dzięki której przemieszczamy się po kolejnych adresach.

Próba niemal całkowitego zdewaluowania linków przez Yandex, była staraniami uczynienia z nich co najwyżej wiejskich dróg. Oczywiście można się po nich przemieszczać, ale trzeba liczyć się z turbulencjami.

Nie zrozumcie mnie źle – rozumiem intencje pomysłodawców i w pewnych kwestiach się pod nimi podpisuję. Jednak odpowiedzenie sobie na pytanie: „Czy można stworzyć algorytm, który nie uwzględnia linków do rekomendacji?” nie wystarczy. Trzeba raczej zapytać „Czy można stworzyć satysfakcjonujący nas algorytm, który nie uwzględnia linków do rekomendacji?”.

Nie taki Yandex straszny

O co więc tyle krzyku? Trzeba pamiętać, że rosyjski gigant kontroluje (według różnych źródeł) 50-60% rosyjskiego rynku, do tego jest niezwykle popularny na Białorusi oraz w Kazachstanie, a swego czasu nawet na Ukrainie (niestety Yandex jest zablokowany od maja 2017 roku – przy okazji tracąc tam swoje udziały). Jak podaje portal Comscore, to czwarta pod względem wielkości wyszukiwarka świata.

To jednak nie wszystko. Rosyjski koncern IT stale rozwija różne segmenty rynku internetowego, m.in. transportowe czy finansowe. Do tego, podczas niedawnej wizyty prezydenta Putina w siedzibie koncernu, zaprezentowano prototyp samochodu bezzałogowego, którego oprogramowanie opracowali pracownicy Yandexu. Przedstawiono także coś, co w szczególności przykuło moją uwagę – inteligentnego asystenta osobistego o nazwie Alisa.

Jak widać badania nad sztuczną inteligencją idą Yandexowi szczególnie dobrze. Z Alisą (imię nie przypadkowe – robot mówi żeńskim głosem) można przeprowadzić całą rozmowę na tzw. „poziomie”.

Dlaczego o tym wspominam? Ponieważ płynie z tego jasny wniosek – z Yandexem po prostu trzeba się liczyć. Nie ma oczywiście tak dużego autorytetu i tak dużej mocy sprawczej jak Google, ale to wciąż potężny koncern, który mówiąc wprost – jest rosyjskim odpowiednikiem amerykańskiego giganta z Mountain View.

Precz spamerom

Wróćmy jednak do głównego tematu. Kto poróżnił Yandex i linki? Oczywiście spamerzy. To im pracownicy wyszukiwarki wytoczyli prawdziwą wojnę, stale udoskonalając swoje algorytmy. Ich ewolucja jest naprawdę imponująca.

Swój początek miała w roku 2005, wraz z wejściem w życie filtru Nepot, który karał strony publikujące linki, w celu dostania się do topowych miejsc w wyszukiwarce. Bardzo często takie działania kończyły się całkowitą utratą Link Juice, co szczególnie dotkliwie dotknęło zwłaszcza te mniejsze witryny. Po kilku latach, bo w roku 2009, wprowadzono algorytm AGS, zmniejszający widoczność witryn internetowych bez wartości dodanej. Pierwsze sankcje za manipulowanie czynnikami behawioralnymi zostały wprowadzone w życie w 2010 roku.

W międzyczasie na wartości zyskał TrustRank, który najprościej można rozumieć jako „wiarygodność strony”. Co miało wpływ na te bliżej niesprecyzowaną wiarygodność? W głównej mierze wiek witryny i jakości linków wewnętrznych. Do tego, strony z niewygodną nawigacją zaczęły mieć problemy z SEO.

Może się wydawać, że algorytmy Yandexa działały trochę jak ślepa Temida, ścinająca swoim mieczem nieco na oślep. Zwłaszcza, że wielkimi krokami zbliżała się prawdziwa „czystka” pozycji stron, związana z zapowiadaną „Wielką rewolucją linkową”, jak pozwoliłem sobie pieszczotliwie nazwać zmiany wprowadzone wraz z algorytmem Minusinsk w 2015 roku.

Co nie zagrało?

Nietrudno się domyślić, dlaczego Yandex w pewnym momencie całkowicie zrezygnował z linków, jako czynnika w głównej mierze decydującego o pozycji stron w wyszukiwarce. Przytłoczony manipulowaniem pozycjami za pomocą linków, postanowił załatwić problem najprostszym możliwym sposobem – pozbawieniem linków ich mocy.

Twórcy Yandexa mieli jasną wizję działania swojej wyszukiwarki. Chcieli maksymalnie trafnie dostosować wyniki wyszukiwania do preferencji użytkownika wyszukiwarki, w oparciu o historię jego wyszukiwania. O użyteczności witryn handlowych miały świadczyć m.in. użyteczność danych usług, liczba różnych produktów, ceny, rodzaj i łatwość dostawy, dodatkowe usługi itp. Taki udoskonalony Google, tylko bez spamu.

Sęk w tym, że po roku od eksperymentu z linkami, musieli zweryfikować swoje działania.

Po wyłączeniu linków jako elementu rankingowego w 2014 roku, Yandex z lepszym lub gorszym skutkiem karał za nieuczciwe w swojej ocenie praktyki. Sankcje dotykały stron manipulujących czynnikami behawioralnymi, nieuczciwymi reklamami i kliknięciami z wyników wyszukiwania. Jakie wynikały tego problemy? Chociażby takie – część stron otrzymało niesprawiedliwe kary za nieuczciwe praktyki reklamowe, choć reklamy na nich zostały zastąpione agresywnymi przez wirusy. I choć z czasem ten błąd został naprawiony, nie były to przypadki odosobnione.

Linki powróciły do łask bardzo szybko, bo w 2015 roku. Wiązało się to z kolejną wersją algorytmu – tym razem był to Minusinsk. Co się zmieniło? Przede wszystkim wprowadzono szereg restrykcyjnych przepisów i kar za pozyskiwanie nienaturalnych (kupionych) linków. I tak, zgodnie z zapowiedzią, 15 maja 2015 roku, w ramach działania algorytmu, spadło 488 rankingów stron internetowych. Dwa tygodnie później, podobne restrykcje dotknęły kolejnych 200 stron.

Jak przyznali twórcy, dzięki tym zmianom, liczba stron kupujących linki w top10 zmniejszyła się o 12,5%. Czy to sukces? Trudno powiedzieć. Trudno też jednoznacznie ocenić, dlaczego Yandex wycofał się ze swojego rewolucyjnego pomysłu osłabienia wartości linków. Ich szczegółowe dane są niedostępne dla zwykłych śmiertelników.

Linki były tu od zawsze

O komentarz w sprawie poprosiłem Konstantina Kanina, specjalistę SEO/SEM na rynkach rosyjskojęzycznych. Jego odpowiedź jasno wskazuje na kierunek, który Yandex narzuca SEO:

Cała ta historia o dewaluacji linków, a następnie wprowadzenie kar za ich kupowanie, wyglądała jak kolejna próba „wychowania” rynku SEO. Jeśli wierzyć przedstawicielom Yandexa — próba całkiem udana. Rosyjskie agencje SEO potwierdzają, że klienci zaczęli bardziej zagłębiać się w proces promocji ich stron internetowych w organicznych wynikach i rezygnować z ryzykownych metod.

Konstantin Kanin specjalista ds. rynków rosyjskojęzycznychNiemniej, wartość linków w konkurencyjnych branżach i regionach z roku na rok spada. Yandex już dawno temu wziął wyraźny kurs na czynniki behawioralne, czyli zachowanie użytkownika na SERP i na stronie. Chodzi oczywiście nie tylko o CTR i Bounce Rate — w dokumencie Yandexa od 2013 roku podano kilkanaście parametrów, a teraz mogą być ich dziesiątki.

Każdy może kupić sobie linki — w Runecie z tym nigdy nie było problemów. Problem pojawia się, gdy algorytm wśród setek podobnych sklepów internetowych musi wybrać nie ten, który kupuje najwięcej linków, a ten który najlepiej realizuje potrzeby użytkownika. I właśnie ten problem Yandex próbuje rozwiązać m.in. za pomocą czynników behawioralnych i nowych algorytmów interpretacji treści tekstowej na stronach.

Myślę, że rosyjskie SEO nie tylko ma się dobrze. Staje się ciekawsze, bardziej skomplikowane i odpowiednio droższe – komentuje Konstantin Kanin.

Co ja myślę? Linki od samego początku stanowiły istotny czynnik rankingowy. Zrezygnowanie z nich pozbawiło Yandex wieloletniej bazy danych, czego skutki bardzo trudno było przewidzieć. Pewnie dlatego na podobny ruch nie zdecydowało i prawdopodobnie nie zdecyduje się Google. Poza oczywistymi czynnikami, ważne jest też coś, o czym czasem się zapomina – niektóre fundamenty wylewane są zbyt głęboko, żeby mogła je wykopać jedna rewolucja. Yandex bardzo szybko się o tym przekonał. Czy boleśnie? Trudno powiedzieć. Jeśli tak, to twórcy na kolejnych konferencjach bardzo umiejętnie robią dobrą minę do złej gry.

Chciałbym jeszcze wspomnieć, że w kontekście rewolucji przeprowadzonej przez Yandexa, wiele osób obawiało się o przyszłość SEO. Trudno powiedzieć jak będzie wyglądać przyszłość linków w kontekście pozycjonowania, chociaż o ich wartość jestem spokojny – to wciąż podstawowa forma nawigacji w internecie. To one decydują o przepływie ruchu w sieci. A co do samego SEO – tak długo, jak istnieją wyszukiwarki internetowe, tak długo istnieć będą czynniki, które decydować będą o pozycjach stron. Najlepszym przykładem jest to, że pozycjonerzy w Rosji nie wyginęli, co więcej, mają się całkiem dobrze.

Patryk Zalaszewski

 

Patryk Zalaszewski

Młodszy copywriter SEO. Student III roku Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Politechnice Koszalińskiej. Specjalizacja – reklama medialna. Od początku studiów związany z wieloma kołami naukowymi, m.in. Redakcją Akademicką i PR Futura – kołem zajmującym się organizacją konferencji naukowych.

Sprawdź najpopularniejsze wpisy

Nie, artykuł na 3 tys. znaków z linkiem rel=”nofollow” nie jest Content Marketingiem. SEO a CM to dwa różne światy
DuckDuckGo sromotnie przegrało z Google. Sny o internecie wolnym od szpiegowskich praktyk to zwykła mrzonka
SEO w e-commerce. Jak zbudować poprawną strukturę sklepu i adresów URL?

 

Napisz komentarz

Prostudio

Paq-Studio to wiodąca agencja SEO na polskim rynku. Firma może pochwalić się 5 latami doświadczeń w zakresie pozycjonowania, audytów SEO i konsultacji nowych projektów.

Zleć pozycjonowanie strony

Wspieramy mikro, małe i duże marki.

© Copyrights 2017 PAQ Studio