Yandex.Metrica
Zamknij
Menu Skontaktuj się
Dlaczego to link stał się podstawowym czynnikiem rankingowym?
7 października 2018
Adrian Pakulski
AdrianPakulski

Dlaczego to link stał się podstawowym czynnikiem rankingowym?

0
CZYTAJ TRANSKRYPCJĘ

Zastanawialiście się, dlaczego to właśnie linkom Google przypisuje najwyższą wagę w kontekście czynników offsite, jakie wpływają na budowę rankingu? Odpowiedź wcale nie jest taka oczywista, bo czy my jako użytkownicy rzeczywiście tak często w nie klikamy? Według różnych badań, linki zewnętrzne odpowiadają zaledwie za jedną dziesiątą tego, co czytamy i oglądamy w internecie, i o ile wierzyć statystykom, z każdym kolejnym rokiem ich udział maleje. Rosnąca wartość linków doprowadziła do zjawiska, że dziś handluje się nimi, jak truskawkami na bazarze, a zostawienie linka dofollow do źródła treści przestaje być już takie oczywiste.

Nie uwzględniam przy tym linków z mediów społecznościowych, bo te nadal nie pełną roli czynnika rankingowego – a nawet jeśli pełnią, to ich “ciężar” oddziaływania na algorytm Google jest nieporównywalnie mniejszy od tych samych odnośników (nazwijmy to) na zwykłych stronach internetowych. O tym, dlaczego linki z social mediów nadal nie determinują pozycji w Google mówiłem w innym materiale – w dużym skrócie – to wypadkowa zasobów, polityki konkurencyjności (rola kapitału, wpływów z reklam itd.) oraz faktu, że czynnikami SM można łatwiej manipulować niż tymi na stronach www.

Ok, jeśli mamy już podstawy, to pojawia się pytanie – skoro to linki są jednym z głównych bodźców, dla których jako branża generujemy tak dużo spamu, to czy nie można byłoby tego czynnika tak po prostu wyłączyć? To nie takie proste.

Kiedy w 2014 r. do Polski trafiała informacja, że Yandex zaczyna testowanie algorytmu, który wyklucza linki jako podstawowy czynnik rankingowy, na PiO zawrzało. Co to w ogóle znaczy, że linki przestaną mieć znaczenie? Co my jako branża mamy zrobić z setkami tysięcy profili web 2.0, zapleczem i postami na forach dyskusyjnych? Rosjanie zapowiedzieli, że od teraz, to CTR, ruch z wyników organicznych, zawartość strony i czas spędzony na jego konsumpcji będą decydowały o zawartości wyników organicznych. Ale nie linki. Co prawda wtedy ten problem nie dotyczył większości z nas, bo jak przypuszczam – oprócz Konstantina większość SEO’wców zajmuje się jednak pozycjonowaniem na polskim i ewentualnie zachodnioeuropejskim rynku, to wiedzieliśmy dokładnie, że gdyby testy Yandexa zakończyły się jednoznacznym sukcesem, Google zapewne zrobiłoby to samo.

Yandex jednak nie poradził sobie z nowym algorytmem tak do końca, bo wyniki okazały się zbyt mało zadowalające dla użytkowników wyszukiwarki i nie minął rok, a Rosjanie wrócili do punktu wyjścia. Może nie do końca, bo update z 2015 r. zasadniczo przetasował wyniki organiczne, usuwając z indeksu te strony, które według Yandexa nadużywały offsite SEO – głównie agresywnego linkbuildingu. Nie mniej – linki znów zaczęły wpływać na wyniki organiczne. Słabiej niż rok wcześniej, ale jednak.

A przykład Yandexu to nie tylko wtrącenie do tego materiału, ale i dowód, że ułożenie zasobów wyszukiwarek wyłącznie według zawartości i czynników behawioralnych, być może nie jest niemożliwe, ale na pewno nie proste. A to z jednego, banalnego powodu – linki są z nami od zawsze i w ujęciu historycznym, taki np. google’owski PageRank w dużej mierze nadal opiera się o sieć połączeń linków, bo tych danych ma najwięcej, a ich korelacja z innymi czynnikami, daje dość trafne wyniki.

Link powstał w końcu z chwilą wprowadzenia standardu WWW w 1989 r. (wtedy jeszcze nie w formie graficznej a tekstowej) i do dziś jest podstawową mechaniką, jaką wykorzystujemy do przemieszczania się po zawartości internetu; niezależnie od formy, czy to zwykłe linki tekstowe, klawisze akcji opisane w CSS, czy klikane bitmapy. Link rozszerzał zawartość jednej strony o treści zawarte na kolejnej, więc budowa algorytmu w oparciu o taki system rekomendacji wydawała i wydaje się jak najbardziej zasadna. Do czasu, kiedy Polacy nie wymyślili sobie rotacyjnych systemów linków.

Co prawda wzór PageRank’u, jaki znamy z oficjalnych komunikatów niewiele przypomina ten opatentowany 20 lat temu, to jednak dane, jakie Google zebrał na podstawie linków przez te wszystkie lata tworzą wiarygodną warstwę wyjściową dla dalszych modyfikacji. Jak opisuje to “Web Page Mistakes”, Internet jest opisany hierarchicznie, tj. od źródeł ogólnych do szczegółowych i im więcej linków prowadzących do tych szczegółowych, tym wyższa pozycja każdego z nich i to całkiem logiczne założenie.

Google oczywiście doskonale zdaje sobie sprawę z faktu, że doświadczony SEO’wiec jest w stanie na dużą skalę manipulować algorytmem, wykorzystując do tego linki – stąd przez te 2 ostatnie lata tak duży nacisk na Rank Brain, który ma pozbywać się wyników organicznych, jakie nie spełniają oczekiwań użytkowników. To właśnie dlatego Rank Brain jest dziś doskonałą bramką dla wszystkich dobrych, wartościowych stron, które na etapie początkowym są niejako pozycjonowane, filtrowane przez podstawowy algorytm (bazujący głównie na czynnikach onsite i backlinkach), a kiedy już zaczną zdobywać TOP’y, weryfikowane przez Rank Brain. I jeśli Twoja strona rzeczywiście spełnia kryteria wysokiego CTR, czasu spędzonego na stronie i niskiego współczynnika odrzuceń (ale nie tego z Analytics, bo czym innym jest Bounce Rate w kontekście analityki webowej, a czym innym w kontekście algorytmu wyszukiwarki), tym lepiej dla Was. Linki dowożą pozycje do TOP 10, a Rank Brain tylko potwierdza, że znalazłeś się w dobrym miejscu. Lub też nie.

No, ale ok. Skoro Rank Brain jest tak doskonały, to dlaczego algorytm bazuje nadal na linkach? Nawet przy złożeniu, że rzeczywiście kontekst historyczny, czyli liczba danych, jakie zebrał przez te wszystkie lata PageRank jest tak duża, to może wartość linków wystarczy zasadniczo zdewaluować?

Rank Brain jest prawdopodobnie znacznie bardziej obciążającym zasoby Google algorytmem; składa się na niego więcej czynników, ale i próbka na jakiej bazuje musi być miarodajna. Nie sposób zweryfikować współczynnika odrzuceń strony, zanim jej właściciel nie dopchnie jej do TOP 10 i kiedy nie zacznie spływać na nią ruch. Podobnie z czasem spędzonym na stronie – owszem Google czepie z danych, jakie dostarczają im użytkownicy przeglądarki Chrome, to skoro strona powstała kilka miesięcy temu, ruch generowany na niej przez samego właściciela nie jest wystarczającą próbką do tego, aby potwierdzić lub obalić tezę, że zawarty na niej content spełnia kryteria użytkownika i jest lepszy od konkurencji.

Utrzymywanie linków, w roli podstawowego czynnika rankingowego jest po prostu wygodne i tanie, bo mało zasobożerne, a przy tym – do pewnego momentu, zwraca pożądane wyniki organiczne. A kiedy nie, robotę zrobi najpierw Pingwin, a na koniec Rank Brain.

I to by było na tyle w kwestii tego, dlaczego to link stał się ikoną w dobieraniu trafności wyników organicznych. A jakie jest Wasze zdanie na ten temat? Sądzicie, że algorytm da się przebudować do tego stopnia, aby całkowicie wyzbyć się linków? Dajcie znać w komentarzach.

Tymczasem ja bardzo dziękuję Wam za uwagę. Trzymajcie się i do następnego razu. Cześć.

Adrian Pakulski
Właściciel / specjalista SEO
Adrian Pakulski
Specjalista SEO z 8-letnim doświadczeniem rynkowym, a od 2012 r. właściciel agencji paq-studio, linkbuilder i analityk SEO. Odpowiedzialny za opiekę merytoryczną małych, średnich i dużych marek w wyszukiwarce Google. Absolwent Politechniki Koszalińskiej i Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie na kierunku Marketing Internetowy.

Teksty które warto znać

15 października 2018
Sklep internetowy model SaaS
Adrian Pakulski

Sklep internetowy model SaaS

7 października 2018
Dlaczego to link stał się podstawowym czynnikiem rankingowym?
Adrian Pakulski

Dlaczego to link stał się podstawowym czynnikiem rankingowym?

4 października 2018
Ile kosztuje prowadzenie sklepu internetowego?
Adrian Pakulski

Ile kosztuje prowadzenie sklepu internetowego?

13 lipca 2018
Walka z “Booking’ami” w SERP’ach. Ile wytrzymasz?
Adrian Pakulski

Walka z “Booking’ami” w SERP’ach. Ile wytrzymasz?

8 czerwca 2018
Skąd wziąć opisy produktów do porównywarek? Bo przecież nie ze swojego sklepu
Adrian Pakulski

Skąd wziąć opisy produktów do porównywarek? Bo przecież nie ze swojego sklepu

1 czerwca 2018
Blog sklep internetowy
Adrian Pakulski

Blog sklep internetowy

PAQ Studio na Facebooku