Ambitne plany wyszukiwarki Facebooka. Czy byli pracownicy Google uratowali Graph Search?
Zalaszewski copywriter SEO

Opublikowano: 2017-11-06 przez: Patryk Zalaszewski

Ambitne plany wyszukiwarki Facebooka. Czy byli pracownicy Google uratowali Graph Search?

Google

Ambicji twórcom Facebooka odmówić nie można. Tylko dlaczego nie potrafią użytecznie wykorzystać swojej ogromnej bazy danych do stworzenia wyszukiwarki, która zacznie odpowiadać na intencje pytającego z zupełnie nową jakością? Ich wyszukiwarkę i ruchy wokół niej obserwuję od dawna i widzę, jak wiele udoskonaleń starają się wprowadzić. Część sprawdza się lepiej, a część… tu spuśćmy zasłonę milczenia. Interesuje mnie jednak pytanie: Czy mają realną szansę na nawiązanie konkurencji z Google?

Walka gigantów

Wiem, że temat „rywalizacji z Google” już podejmowałem w kontekście DuckDuckGo. Wtedy potencjalna walka, przynajmniej w teorii, miała rację bytu. Facebook wydaje się na pierwszy rzut oka graczem z trochę innej półki, dlaczego więc (i jak) miałby zagrozić potentatowi z Mountain View?

Pozornie banalne pytanie ma drugie dno i dosyć skomplikowaną odpowiedź – gdyby było inaczej nie pisałby przecież tego felietonu, wystarczyłby mi post na Facebooku (szach-mat Google!). Sęk w tym, że Facebook, od dawna próbuje stworzyć wyszukiwarkę, która będzie służyć do czegoś więcej niż wyszukiwania starych znajomych z liceum. A narzędzia mają do tego imponujące.

Google przez lata zbierał informacje o swoich użytkownikach z lepszym lub gorszym skutkiem. Natomiast w przypadku Facebooka, informacje dostarczają sami użytkownicy (jak wiemy robią to bardzo ochoczo, a momentami nawet nachalnie). I nie są to byle jakie treści:

Mógłbym tak wymieniać bez końca. Tylko po co?

Może oni wcale nie chcą tego wykorzystać?

Dobrze widzisz, że już w samym pytaniu ukryta jest pewną naiwność. Musiałem jednak je zadać po to, żeby płynnie i jasno odpowiedzieć: Facebook od lat wykorzystuje te informacje, próbując stworzyć wyszukiwarkę nowej generacji – idealnie odpowiadająca na intencje użytkowników, precyzyjną i skuteczną jak diabli. Zmyślam? Niekonieczne, jeden z projektów – „Grap Search”, czyli narzędzie oddające nam w ręce ogromną bazę rekomendacji znajomych dotyczących choćby restauracji, czy miejsc, które warto odwiedzić, było uważane w branży za zupełnie nową jakość w świecie wyszukiwarek.

Czytam anglojęzyczną prasę branżową sprzed kilku lat (znalazłem ją dzięki Google – szach-mat Facebooku) w której owe rozwiązanie określane jest jako narzędzie, które wkrótce zrewolucjonizuje branże IT. Autorytet w dziedzinie, czyli Gregory Ferenstein z TechCruncha, napisał nawet, że „Facebook w pewnym stopniu zastąpi Google’a”.

O jakim stopniu mówi Ferenstein i czy przypadkiem nie jest tak, że Facebook o ten stopień potknął się dawno temu?

Dlaczego nie korzystamy z tego dobrodziejstwa?

Testując wyszukiwarkę (bo przyznam szczerze, że sam nie używam jej szczególnie często do zadań innych niż przypominanie sobie, jak nazywała się „ta Marta z IIIc”) zauważyłem, że ma ogromne zalety i potworne minusy. Już wyjaśniam dlaczego.

Plusem jest niewątpliwie to, że umożliwia nam faktyczne wyszukiwanie interesujących miejsc, co widać szczególnie dobrze na przykładzie choćby wspomnianych już restauracji. Chce znaleźć tę najlepszą, więc co robię? Wpisuję w Google hasła „najlepsza restauracja w Koszalinie?”. Wiem, że większość osób tak robi (ewentualnie pyta o te informacje na swojej tablicy, licząc na jakąś odpowiedź zwrotną), jednak jest na to lepszy sposób i tu sprawdza się wyszukiwarka Facebooka.

Wpisuję frazę „restauracja Koszalin”. Zaznaczam kategorię „miejsca”. I już widzę uszeregowaną listę, z ocenami (w tym ocenami moich znajomych, którym ufam bardziej – i tu kolejna przewaga wyszukiwarki Fb nad Google), dokładnie zaznaczony punkt na mapie miasta, numer telefonu, ilość polubień moich znajomych itp.

Zasadniczy minus – bałagan

I wydawać by się mogło, że wszystko jest ok, że Facebook wreszcie ruszył do przodu, wykorzystując swoją przewagę nad Google. Tylko, że zacząłem drążyć. I szybko tego pożałowałem.

Twórcy obiecali mi nową jakość m.in. w szukaniu ciekawych miejsc. Rozochocony pierwszym dobrym wrażeniem, postanowiłem przejrzeć potężną bazę zdjęć Facebooka. Wybór padł na malownicza Armenię. Wpisuję więc frazę „Armenia” i co otrzymuję?

Otrzymuję kadr z japońskiej animacji „One Piece”. Wchodzę, ciekaw jestem, dlaczego akurat to zdjęcie chce mi wcisnąć algorytm (i to pod tak odległą frazą). Zdjęcie opublikowane przez „ONE PIECE fanpage”. Podpis: „Luffy vs Enrager Army”. Szukam dalej i wreszcie znajduję powiązanie: zdjęcie ma specyficzny filtr – dużo błękitu. Jak wiemy, ten kolor wchodzi w skład flagi Armenii.

Oczywiście żartuję, ale sami widzicie – to już nie tylko nie spełnianie intencji użytkownika. To wielkie wysypisko, którym momentami steruje przypadek, albo głęboko niezrozumiana mądrość algorytmu. Biorąc pod uwagę ambitne plany co do algorytmu nowej generacji, który rozpoznaje to, co jest na zdjęciach tak, aby idealnie dopasować je do naszych oczekiwań, całość przy dłuższych testach wypada blado.

Wpisuję „Armenia” – oczekuję krajobrazów. Co otrzymuję? Jeden mem, kobiece piersi, zdjęcia polskich piłkarzy.

Nie poddaję się i szukam dalej. Wpisuję w wyszukiwarkę frazę „kot”. Czego oczekuję? Zdjęć kotków, ewentualnie jakieś memy (idziemy przecież z duchem czasu). Co otrzymuję? Kilka mało śmiesznych memów, nie mających absolutnie nic spólnego z intencją mojego pytania. Po co więc ten kot? Żeby znaleźć zdjęcia pralek muszę wpisać frazę „koparka” i liczyć na trochę szczęścia?

Z ciekawości wpisałem frazę „koparka”. I wiecie co? Wyskoczyły mi zdjęcia lam. Wszędzie lamy.

Jak to jest z ich planami?

Dlaczego momentami wyszukiwarka Facebooka jest tak słaba? Gigant posiada przecież wszystkie niezbędne narzędzia, aby móc realnie konkurować z Google. Tymczasem, zdarza się, że ich wyniki wyszukiwania kompletnie nie odzwierciedlają intencji pytającego. Można nieśmiało zapytać – a może Facebook nie ma takich ambicji? Może, gdyby nie fakt, że przymiarki do tego robili kilkukrotnie, a ostatnie zmiany wskazują na to, że Zuckerberg chce dalej walczyć o internetową dominację.

Najlepszym przykładem jest projekt „Facebook Graph Search”, czyli wyszukiwarka wprowadzona w marcu 2013 roku, opracowana przez… byłych pracowników Google: Larsa Rasmussena i Tomka Stocky’ego.

* Lars Rasmussen: Twórca oprogramowania i współzałożyciel Google Maps; za projekt Google Maps został uhonorowany nagrodą Pearcey’ego, przyznawaną za wybitne osiągnięcia w australijskim przemyśle ICT.

Zapowiedzi obu panów były bardzo huczne. Nowa wyszukiwarka miała odpowiadać nawet na skomplikowane kombinacje zapytań np. „Filmy, które lubią osoby, które lubią Britney Spears”. Brzmi nieco cudacznie, ale tak to miało wyglądać. Z kolei na pytania o najlepsze knajpy w Pradze, wyszukiwarka miała podsuwać te miejsca, które w ostatnie wakacje odwiedzili nasi znajomi (oczywiście będący w czeskiej Pradze), a także zdjęcia, które tam wykonali. Głównym plusem wyszukiwarki miała być unikatowa możliwość integracji z osobami o podobnych zainteresowaniach co my.

W praktyce jednak się to nie sprawdziło i jak widać po moich testach z Armenią i kotkami, wciąż mocno kuleje. W grudniu 2014 roku sami twórcy zdali sobie z tego sprawę, zmieniając funkcje wyszukiwania, rezygnując z Binga i eliminując większość wzorców wyszukiwania.

Na pewno potrzebujemy tej wyszukiwarki?

Przyznam się, że do felietonu na temat facebookowej wyszukiwarki usiadłem tydzień temu. Po testach, wyzwaniach jakie jej rzucałem i wielogodzinnym researchu, byłem bardzo sceptycznie nastawiony, żeby nie powiedzieć, że chciałem ją całkowicie rozjechać, dodając do tego Clickbaitowy tytuł (niczym w rasowym felietonie).

Minął jednak tydzień, w tym czasie wypiłem kilka herbat miętowych, łyknąłem melisę i do głowy przyszła mi pewna myśl: „A może my po prostu nie chcemy korzystać z ich wyszukiwarki?”. Przytłaczająca większość zapytań dotyczy konkretnych osób, które chcemy znaleźć. Niczego więcej nie szukamy. Niczego więcej nie potrzebujemy.

Wniosek przychodzi jeden: pomimo wszelkich narzędzi, jakie posiada Facebook, wyszukiwarka stoi w miejscu niekoniecznie dlatego, że jest tragiczna i bezużyteczna (bo tak nie jest), tylko dlatego, że użytkownicy nie wykorzystują jej tak, jakby sobie tego życzyli jej twórcy.

Poza tym, ktoś w ogóle zauważył ostatnie udoskonalenia wyszukiwarki? Poza osobami, które zirytowały zmiany kosmetyczne, dotyczące samego wyglądu, mało kto w ogóle przejął się tym ruchem. I nie świadczy to oczywiście o nieudolności Facebooka.

copywriter Zalaszewski Patryk

 

Patryk Zalaszewski

Młodszy copywriter SEO. Student III roku Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Politechnice Koszalińskiej. Specjalizacja – reklama medialna. Od początku studiów związany z wieloma kołami naukowymi, m.in. Redakcją Akademicką i PR Futura – kołem zajmującym się organizacją konferencji naukowych.

Sprawdź najpopularniejsze wpisy

Nie, artykuł na 3 tys. znaków z linkiem rel=”nofollow” nie jest Content Marketingiem. SEO a CM to dwa różne światy
DuckDuckGo sromotnie przegrało z Google. Sny o internecie wolnym od szpiegowskich praktyk to zwykła mrzonka
SEO w e-commerce. Jak zbudować poprawną strukturę sklepu i adresów URL?

 

Napisz komentarz

Prostudio

Paq-Studio to wiodąca agencja SEO na polskim rynku. Firma może pochwalić się 5 latami doświadczeń w zakresie pozycjonowania, audytów SEO i konsultacji nowych projektów.

Zleć pozycjonowanie strony

Wspieramy mikro, małe i duże marki.

© Copyrights 2017 PAQ Studio