DuckDuckGo sromotnie przegrało z Google. Sny o internecie wolnym od szpiegowskich praktyk to zwykła mrzonka
Patryk Zalaszewski

Opublikowano: 2017-09-15 przez: Patryk Zalaszewski

DuckDuckGo sromotnie przegrało z Google. Sny o internecie wolnym od szpiegowskich praktyk to zwykła mrzonka

Google

W 2008 r. Gabriel Weinberg zainwestował 10 mln dolarów w ambitny plan stworzenia internetowej wyszukiwarki, która byłaby wolna od szpiegowania i zapisywania informacji o swoich użytkownikach. I wiesz co zostało z jego ambitnego projektu? Niewiele.

Gigant na kaczych nogach

Przeglądasz ulubione memy, a w tle pojawia się reklama Twoich wymarzonych butów? To nie żadna magia przypadku – tak działają spersonalizowane reklamy, których istnienie zapewnia stała obserwacja Twojej aktywności w internecie. Nie jest żadną tajemnicą, że Facebook, Google i cała masa innych klastrów, zbiera informacje o swoich użytkownikach. Gabriel Weinberg postanowił to zmienić. Tworząc DuckDuckGo, zapowiadał prawdziwą rewolucję.

Plan był ambitny. W 2008 r. Weinberg, seryjny przedsiębiorca internetowy, podjął walkę Dawida z Goliatem. Założył wyszukiwarkę „inną niż wszystkie” – wolną od nieuczciwych praktyk szpiegowskich, od reklam i przede wszystkim od przechowywania danych o swoich użytkownikach. Z czasem, zespół zaczął się systematycznie powiększać, wartość szła w górę, a liczba zwolenników powoli się zwiększała.

Wyszukiwarka szybko została wyróżniona w witrynie TechCrunch’s (wpływowy portal działający wokół branży nowych technologii) oraz została finalistką w konkursie BOSS Mashable. Kolejne przeglądarki (m.in. Safari) zaczęły dodawać DuckDuckGo jako opcjonalną wyszukiwarkę. Dodatkowo, Trisquel, Linux Mint i Midori włączyły DuckDuckGo jako domyślną wyszukiwarkę. Choć przeciętnemu użytkownikowi nic te nazwy nie mówią, dla wyszukiwarki, która początkowo była jednoosobowym projektem, był to spory sukces.

Idealizm w biznesie nie ma racji bytu

Według danych ze stycznia 2017 r., DuckDuckGo od początku swojej działalności dostarczyło odpowiedzi na 10 miliardów pytań użytkowników. To dużo? Biorąc pod uwagę statystyki głównego konkurenta (Google ma średnio 3,5 miliarda wyszukiwań dziennie), wydaje się to niewielką liczbą. Ale sam Weinberg przyznaje, że jego firmie chodzi o misję – nie zyski.

Za DuckDuckGo nie stoi żadna światowa korporacja, dlatego prawdopodobnie nigdy nie nawiąże walki z innymi wyszukiwarkami, jak Google, czy nawet Bing (wspierany przez Microsoft). Dlaczego w ogóle miałbyś zainteresować się ich ofertą? Siła DuckDuckGo polega na jasnych deklaracjach:

To tylko część odważnych obietnic twórców wyszukiwarki. Jak jest naprawdę? Czy faktycznie nie zapisują żadnych informacji o swoich użytkownikach? Tego niestety nie wiemy – DuckDuckGo nie zaliczyło jak dotąd żadnej wpadki. Jednak twórca całego zamieszania, Gabriel Weinberg, przyznał, że Duck nigdy nie poda jakichkolwiek danych policji z prostego powodu – żadnych nie posiadają. „Chronimy Twoją historię wyszukiwania, nawet przed nami”, dodał. Jeśli kłamał, to przynajmniej z pompą.

Kilka interesujących rozwiązań nie wystarczyło

Pomysł na wyszukiwarkę był prosty: serwowanie użytkownikowi 100% obiektywnych wyników. Brak bazowania na poprzednich wyszukiwaniach, brak jakiegokolwiek personalizowania treści – te same wyniki dla wszystkich użytkowników.

I oczywiście powtarzane niczym mantra: „nie śledzimy naszych użytkowników, nie przechowujemy adresów IP, ani plików cookies (o ile nie jest to absolutnie niezbędne), nie zaśmiecamy treści reklamami”.

Dzięki DuckDuckGo możesz przeglądać internet anonimowo, tak jakbyś korzystał z ukrytej sieci TOR. Jednak poza tym, wyszukiwarka posiada kilka funkcjonalnych rozwiązań, których brakuje w przypadku konkurencji.

  1. Wyniki wyszukiwania możemy filtrować również ze względu na newsy. Przykładowo: wpisujesz w DuckDuckGo frazę „Donald Trump” i zaznaczasz opcję „wiadomości”. Dzięki temu wyświetlają Ci się wszystkie najnowsze artykuły i newsy z najpopularniejszych gazet i portali.
  2. Sam decydujesz z których map chcesz korzystać – Google, Bing, Here, czy OpenStreetMap. Dzięki temu w kilku źródłach będziesz mógł sprawdzić, czy ziemia na pewno nie jest płaska.
  3. I moja ulubiona funkcja – żeby skrócić i ułatwić sobie wyszukiwanie, możesz użyć opcji „Bang”. Wystarczy, że przed frazą postawisz „!”, dodasz skrót strony (bez spacji) i wpiszesz interesującą Cię frazę. Jak to wygląda w praktyce? Po wpisaniu „!allegro samochód”, strona przekierowuje Cię od razu do sklepu, gdzie wyskoczą przed Tobą najnowsze oferty samochodów na sprzedaż.
  4. Rzecz drobna, ale ciesząca oko: możesz zmienić wygląd DuckDuckGo, wybierając go spośród licznych szablonów (w tym typ ich czcionki, kolor, czy rozmiar).

Jest anonimowość, łatwość w obsłudze i interesujące funkcje – nie ma wyników

Co pożarło DuckDuckGo? Budowanie wizerunku w kontekście ochrony anonimowości wydaje się próbą zakłamywania rzeczywistości. Zwłaszcza, że plan był ambitny – wyszukiwarka miała być nawet nie tyle alternatywą, co realną konkurencją dla Google (a skończyło się porażką nawet z Bingiem i Yahoo). Okazało się, że handel naszymi danymi nam nie przeszkadza. Więcej – jest nam jak najbardziej na rękę. Czerpiemy z tego naturalne korzyści, z czego najważniejszą jest z całą pewnością personalizacja treści. W przypadku Google wyświetla nam się to, co chcemy żeby się wyświetlało – ulubione filmy i produkty.

DuckDuckGo jest dla mnie niespełnionym snem punkrockowego zespołu. To obiecywanie naiwnej utopii, której bardzo chcemy, ale w której kompletnie nie potrafimy się odnaleźć. Do tego, zabieg nosi znamiona cynizmu – wykorzystany został przecież w celach marketingowych.

Nie chcę pisać, że Weinberg oszukał odbiorców. Ale wielką naiwnością jest myślenie, że można stworzyć wyszukiwarkę internetową na miarę Google, bez odpowiedniego zaplecza technicznego, choćby w postaci efektywnych algorytmów. Nie jest to jednak możliwe bez odpowiednich działań i obserwacji. Nie da się optymalizować treści, bez analizy behawioralnej i gustów użytkowników. Gabriel Weinberg chyba nie spodziewał się takiej lekcji, ale przynajmniej coś nam udowodnił – handel naszymi danymi nam nie przeszkadza. To po pierwsze, po drugie zaś: „bez odpowiednio dużego kamienia Goliata się nie pokona”.

Patryk Zalaszewski

 

Patryk Zalaszewski

Młodszy copywriter SEO. Student III roku Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej na Politechnice Koszalińskiej. Specjalizacja – reklama medialna. Od początku studiów związany z wieloma kołami naukowymi, m.in. Redakcją Akademicką i PR Futura – kołem zajmującym się organizacją konferencji naukowych.

Sprawdź najpopularniejsze wpisy

Nie, artykuł na 3 tys. znaków z linkiem rel=”nofollow” nie jest Content Marketingiem. SEO a CM to dwa różne światy
DuckDuckGo sromotnie przegrało z Google. Sny o internecie wolnym od szpiegowskich praktyk to zwykła mrzonka
Pismo z DENIC a propos wygasającej domeny. Jak porzucić domenę .de bez zapłaty?

 

Napisz komentarz

Prostudio

Paq-Studio to wiodąca agencja SEO na polskim rynku. Firma może pochwalić się 5 latami doświadczeń w zakresie pozycjonowania, audytów SEO i konsultacji nowych projektów.

Zleć pozycjonowanie strony

Wspieramy mikro, małe i duże marki.

© Copyrights 2017 PAQ Studio