Zaplecze nie musi być aktualizowane. RWD też jest zbędne. Tak naprawdę liczą się tylko linki | Blog SEO Paq Studio
Pakulski

Opublikowano: 2017-05-19 przez: Adrian Pakulski

Zaplecze nie musi być aktualizowane. RWD też jest zbędne. Tak naprawdę liczą się tylko linki

Zaplecze SEO

Załóżmy pewien scenariusz. Budujesz zaplecze. Postawiłeś pierwszy, drugi, trzeci i czwarty serwis. Każdy z nich ma unikalny szablon, inne dane WHOIS, DNS, a IP ukrywasz pod Rocket IP. Ale jesteś przy okazji dobry z matematyki, umiesz liczyć i z prostej kalkulacji w Excelu wychodzi ci, że bieżące aktualizowanie 10-20 serwisów pochłonie 100% twojego budżetu na SEO. Pytanie tylko – po co chcesz uzupełniać zaplecze w nowe treści?

Zaplecze ma działać, a nie łechtać twoje ego

Nie chodzi o to, żebyś trzymał się zaplecza napisanego w Front Page 2003 na <table> (choć pewnie jestem jedną z niewielu osób, które nie widzi w nim nic złego), ale trzymaj się jednej, prostej zasady.

Zaplecze ma dowozić pozycje. Kropka.

Zaplecze nie jest od sprzedaży, od optymalizacji procesu zakupowego, ani łechtania twojego albo klienta ego. Ma być zoptymalizowane do tego stopnia, aby generować jak najniższy koszt przy jak najlepszych efektach.

Uspokoję cię. Ja też mam serwisy contentowe, które potrafią przepchnąć ruch na stronę docelową i sprzedać miętowy kubeczek na szczoteczki do zębów, ale w kontekście samego SEO, ich prowadzenie niespecjalnie skaluje się finansowo.

specjalista ds. SEO Adrian Pakulski

Swojej kampanii nie musisz sprowadzać do stawiania kolejnej kopii SEOKatalogu AA w nadziei, że wbiją na niego jakieś automaty i same wypełnią go treścią (kiedyś miodnie to działało), ale też nie widzę powodu, dla którego miałbyś ładować się w komercyjne templatki i stawiać na nich setki blogów na WP (przy okazji jakiś mocny VPS też by się przydał, bo WP lubią zmęczyć każdy mniejszy shared).

Tak, linki są nadal najważniejsze

Jeszcze zanim klikniesz Ctrl + F4, zamkniesz kartę i przypiszesz mi łatkę spamiarza, powinieneś wiedzieć, że pomimo tych wszystkich aktualizacji, Pand, Pingwinów, Tygrysów Bengalskich i Żółwi z Madagaskaru, linki odpowiadają dziś nadal za 80% sukcesu w SERP’ach.

Możesz mieć najtłustszy content w branży. Możesz wydać miliony monet na infografikę, ale jeśli nie podlinkujesz treści z zewnątrz, to nie licz na spektakularne wyniki w wynikach organicznych.

I teraz to co napisałem wyżej ma kluczowe znaczenie w kontekście zaplecza SEO.

Bo to, jak mocno zadziała link wstawiony na zaplecze nie determinuje ani częstotliwość aktualizacji zaplecza, ani technologia w jakim zostało wykonane, ani ładne zdjęcie pani redaktor, ani to czy masz poprawie zaimplementowane okruszki.

Uparłeś się, że zapleczem musi być blog

A nie musi. Wiesz dlaczego zadajesz sobie pytanie, jak często aktualizować zaplecze? Bo pojęciu zaplecza technicznego przypisałeś łatkę bloga. A tak np. 90% mojego zaplecza jest sformatowana w inny sposób. A jak już mam bloga, to usuwam z niego daty, żeby nie straszyć potencjalnych użytkowników, że ostatnie poradniki wjechały w 2014 r. Bo po co.

wpis na blogu

Zaplecze może mieć różną postać. Porównywarek produktów, stron firmowych, agregatów, katalogów firm, cenników i w zasadzie wszystkiego innego, co jest dostępne w sieci.

Jesteś właścicielem sklepu z telefonami? Zrób prostą porównywarkę, z której będziesz mógł poprowadzić linki do kluczowych dla ciebie produktów. Zobacz jak robi to Versus. Masz podstronę z porównaniem dwóch telefonów. Jak dla mnie – to idealny pomysł na zaplecze. Postawiłbym kilka, albo kilkanaście tego typu podstron i linkował je w czasie. I to, że na takim zapleczu po np. kolejnych kilku miesiącach nie pojawiłyby się żadne nowe porównania, nie gra większej roli. Dbasz tylko o dopływ nowych linków, a one zrobią już swoje.

Zawsze wybieraj taki format zaplecza, który nie będzie obciążał cię operacyjnie. Bo np. bloga musiałbyś cały czas uzupełniać w treści, a np. cennik usług budowlanych stawiasz raz, wrzucasz na niego 5 podstron i linkujesz przez cały czas.

W praktyce wygląda to w taki sposób, że stawiam serwis typu one-page (bo najwygodniej) i dbam cały czas o napływ świeżych linków.

I jeśli sądzisz, że twój blog, który będzie miał mniej linków, ale więcej świeżej treści, będzie lepiej wpływał na wyniki organiczne, to mylisz się. Nie będzie.

Dlaczego?

Bo samym zapleczem jako takim nie walczysz o pozycje w Google, więc to czy ono będzie spełniało standard szybkości ładowania na urządzeniach mobilnych jest bez znaczenia. Bez znaczenia jest też częstotliwość uaktualniania, jakość layoutu, technologia wykonania itd. Moc zaplecza determinuje wyłącznie jakość i ilość linków, jakie do niego prowadzą, czyli inaczej niż w przypadku docelowej strony internetowej, którą pozycjonujesz. Bo ta druga musi nie tylko spełniać kryterium linków, ale i jakości (bo jak coś jest nawet mocno podlinkowane, ale nie spełnia kryterium jakości, tj. nie jest zoptymalizowane, to i tłuste linki na niewiele się zdadzą).

A zaplecze ma spełniać tylko kryterium linków. Jego ekspozycja w wynikach organicznych nie ma znaczenia. Nie interesuje mnie, czy postawione przeze mnie zaplecze wyskakuje w Google na jakąkolwiek frazę. A jak nie wyskakuje to tym lepiej dla mnie, mniej kuje w oczy konkurencję. Mam zapleczówki, które są linkowane ręcznie od 2-3 lat, mają naprawdę satysfakcjonujący RD, BL i TF, a i tak nie wyświetlają się na żadnych konkretnych frazach, bo nie są zoptymalizowane do tego, żeby „wejść” w organiki. Ale jak wrzucić na nie jakiś BL , to dają naprawdę mięsiste pozycje stronie docelowej.

Przeproś się z gołym HTML’em

Wordpress zaplecze

Odpuść sobie 100 WordPressów. Zaplecze nie musi mieć bazy danych, żeby kopać. Pomijam już fakt, że strona postawiona w gołym HTML jest w zasadzie niepodatna na ataki Hindusów. Odpada ci wobec tego problem centralnego zarządzania CMS’em, aktualizacje wtyczek i wiele innych. Zaplecze postawione na HTML jest też nieporównywalnie lżejsze dla serwera. 100 WP to przynajmniej 1 mocny VPS, albo kilka naprawdę tłustych sharedów. A 100 HTML postawisz na 1 hostingu SEO, albo na kilku sharedach po 20 zł każdy.

Mam nadzieję, że czujesz się wystarczająco przekonany.

 

 

Adrian Pakulski

Specjalista SEO z 8-letnim doświadczeniem rynkowym, a od 2012 r. właściciel agencji paq-studio, linkbuilder i analityk SEO. Odpowiedzialny za opiekę merytoryczną małych, średnich i dużych marek w wyszukiwarce Google. Absolwent Politechniki Koszalińskiej i Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie na kierunku Marketing Internetowy.

Sprawdź najpopularniejsze wpisy

Pismo z DENIC a propos wygasającej domeny. Jak porzucić domenę .de bez zapłaty?
Drutex stracił 50% widoczności w Google. Firma zmieniła stronę, ale adresów URL nie upilnowała
Nielegalne pozycjonowanie nie istnieje. SEO może być obarczone większym albo mniejszym ryzykiem. Nic więcej

 

Napisz komentarz

Prostudio

Paq-Studio to wiodąca agencja SEO na polskim rynku. Firma może pochwalić się 5 latami doświadczeń w zakresie pozycjonowania, audytów SEO i konsultacji nowych projektów.

Zleć pozycjonowanie strony

Wspieramy mikro, małe i duże marki.

© Copyrights 2017 PAQ Studio