Yandex.Metrica
Zamknij
Menu Skontaktuj się
Adrian Pakulski
AdrianPakulski

Artykuł przetłumaczony w translatorze a SEO

0
CZYTAJ TRANSKRYPCJĘ

Na forum.optymalizacja.com padło pytanie: „Czy artykuł z angielskiej strony przetłumaczony na język polski będzie rozpoznawany przez Google jako duplikat”? Już mówię, ale zanim – upewnij się, że subskrybujesz ten kanał i masz włączone powiadomienia o nowych materiałach. Tymczasem, zaczynamy!

Czy algorytm ma szansę rozpoznać artykuł przetłumaczony z języka angielskiego na język polski i oznaczyć go jako duplikat? Nie, bo zasoby sprzętowe jakie byłyby potrzebne do tłumaczenia każdego tekstu w internecie na 105 języków, dostępnych w Google Tłumacz (po to, aby wyłapać powiązania między nimi, żeby wykryć jakieś nadużycia) są w ogóle trudne do wyobrażenia. Pomijam już fakt, że to mało rozsądny pomysł, bo spamiarzy wcale nie jest tak dużo, żeby każdy content w internecie wymagał tłumaczenia w obie strony; a co gdyby tłumaczyć z polskiego na niemiecki i z niemieckiego na polski? Jakość takiego contentu będzie jeszcze słabsza, ale przecież pod względem semantycznym – już na tyle „zmielona”, że w 100% unikalna. Takie kombinacje też miałyby być rzeczywiście weryfikowane przez algorytm? Wszystko ma gdzieś swoje ograniczenia sprzętowe, software’owe, serwery też nie są z gumy, a i rozwiązania tego typu problemów (tj. posługiwania się niskiej jakości contentem przy budowie strony www) są znacznie prostsze niż tłumaczenie tekstów w locie i tworzenie kolejnych baz danych z tekstami, i próba wykrycia, kto komu podebrał artykuł, z jakiego rynku, dlaczego, i komu ostatecznie algorytm powinien przypisać penalizację a komu nie.

Google zdaje sobie sprawę, że ryba psuje się od głowy i zamiast latać po internecie i wyłapywać takie patologie, wyszukiwarka ogrywa to w inny sposób. Gdybyś wyobraził sobie spam’a postawionego na tekstach z tłumacza Google, to jeśli przeanalizujesz jego profil linków, to dostrzeżesz, że do takiej strony nie prowadzą żadne normalne odnośniki. Dlaczego? Bo w zasadzie nie da się ich utrzymać i pozyskać. Tzn. nawet jeśli pozyskasz odnośnik do takiego swojego spama postawionego na tekstach z translatora z miejsca, które ma jakąkolwiek społeczność, to link do takiego spama prędzej czy później zniknie. Dla przykładu – mamy żyjące forum dyskusyjne; w jakiś sposób udaje Ci się upchnąć jednak link do swojego spam-bloga w jednym z wątków – link leży tam 1-2 doby, ale z czasem znika, bo wyłapał to pierwszy lepszy użytkownik i zgłosił spam raport do moderacji.

Link był, linku nie ma. Dlaczego? Bo zawartość źródła, do jakiego próbowałeś pozyskać link została przez kogoś zweryfikowana. Gdybyś zainwestował w normalne treści, tj. nie teksty z translatora albo teksty spinowane – ten link miałby szansę zostać na tym forum przez kilka kolejnych lat.

Mógłbyś w tym miejscu powiedzieć – no i co z tego? Nie pozyskam linka w tym miejscu, to pozyskam w innym. Ale to tak nie działa, bo nadal w zasięgu Twoich rąk są lokalizacje o niskim autorytecie, lokalizacje niemoderowane. Gdyby osadzić naszego przykładowego spam-bloga z tekstami z translatora w grafie linków internetu, to jego odległość do najbliższych seed’ów, tj. serwisów o wysokim autorytecie jest absurdalnie duża. Taki spam-blog poza jakimiś szczególnymi okolicznościami, tymczasowej próbie ogrania algorytmu (powiedzmy, że udałoby się nam zbliżyć do seed’a, upychając gdzieś link bez świadomości administratora, wydawcy, moderatora) i tak ma niewielką szansę na utrzymanie się w TOP w perspektywie długoterminowej. A nawet gdyby założyć, że jednak da się zdobyć TOP 1 tym naszym spam-blogiem z treściami z translatora tymi słabymi linkami, to ile czasu będzie w tym TOP 1 siedział? Prawdopodobnie niedługo, bo to już zdarzenia behawioralne zdecydują o tym, jak szybko taki serwis obsunie się z czołówki. Jeśli pozycji naszego spam’a nie utopi niski CTR, to wysoki współczynnik odrzuceń pewnie już tak.

Przy okazji – po więcej informacji na temat obliczania dystansu linków i znaczenia seed’ów w linkbuildingu odsyłam Cię do jednego z wpisów Roberta Niechciała pt. „Dlaczego Twoje linki nie działają?” – link do jego publikacji znajdziesz w opisie do tego filmu.

Musisz rozumieć, że ogólnie rzecz biorąc algorytm jest pisany dziś w taki sposób, aby rozwiązywać problemy przyczynowe, a nie ich skutki. Przypominają mi się w tym kontekście SWL’e (systemy wymiany linków) – z nimi było tak samo. Lata temu pracownicy Google SQT (Search Quality Team) robili regularne naloty – obrywało się i Statlink’owi i Gotlink’owi, i w zasadzie wszystkim innym SWL’om dostępnym na polski rynku, ale kiedy zorientowali się, że w miejscu 1 wyciętej domeny, powstają 2 nowe, musi powstać jakieś systemowe rozwiązanie SWL’i. Co prawda był w historii jeden SWL, który został wycięty jedną, dwoma akcjami SQT i był nim Prolink.pl, ale to dopiero algorytmiczna próba ogrania tematu linkbuildingu spowodowała sporą dezinformację, a co za tym idzie – osłabienie społeczności SEO w tym zakresie, a przynajmniej jej części. Testy stały się trudniejsze, bardziej czasochłonne. I tak np. o ile w 2012 roku rotacyjnymi linkami z Gotlinka można było robić w 2 tygodnie nawet tak silne frazy, jak „hosting www” i pochodne, to w algorytmie doszło do na tyle daleko idących zmian, że takie krótkoterminowe rajdy zostały ukrócone. Nie mówię, że linki z SLW’i dziś nie działają, bo działają, ale już nie w tak jednoznaczny sposób, jak kiedyś.

Ale wracając do tematu – zastanawianie się na tym, czy algorytm jest w stanie wykryć duplikat z artykułu przetłumaczonego translatorem, to po prostu źle zadane pytanie w kontekście dobrych praktyk budowy stron, sklepów, a nawet zaplecza technicznego. Bo zaplecze postawione na kopiuj-wklej z translatora, dla którego jedynym źródłem świeżych linków będzie  Xrumer, to może niekoniecznie dobry pomysł?

Mam nadzieję, że tym materiałem ukróciłem niektórym marzenia o zarabianiu pieniędzy w internecie w oparciu o wątpliwej klasy treści. A tymczasem, do następnego, mówił do Was Paq, cześć!

Ocen ten artykuł

Ocen: Artykuł przetłumaczony w translatorze a SEO

Oceń
Ocena 5/5 na podstawie 4 ocen
Adrian Pakulski
Właściciel / specjalista SEO
Specjalista SEO z 8-letnim doświadczeniem rynkowym, a od 2012 r. właściciel agencji paq-studio, linkbuilder i analityk SEO. Odpowiedzialny za opiekę merytoryczną małych, średnich i dużych marek w wyszukiwarce Google. Absolwent Politechniki Koszalińskiej i Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie na kierunku Marketing Internetowy.

Teksty które warto znać

21 października 2019
Kluczowe momenty wideo w Google
Adrian Pakulski

Kluczowe momenty wideo w Google

Meta tagi – jak pisać?
Adrian Pakulski

Meta tagi – jak pisać?

25 września 2019
E-commerce to usługa a nie produkt
Adrian Pakulski

E-commerce to usługa a nie produkt

Wypis w WordPress
Adrian Pakulski

Wypis w WordPress

Certyfikat SSL a pozycjonowanie
Adrian Pakulski

Certyfikat SSL a pozycjonowanie

17 września 2019
Artykuł przetłumaczony w translatorze a SEO
Adrian Pakulski

Artykuł przetłumaczony w translatorze a SEO

PAQ Studio na Facebooku